Pytania o odpowiedzialność za katastrofę samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem postawił wreszcie publicznie w połowie lipca tego roku Jarosław Kaczyński. Tydzień później klub parlamentarny jego partii Prawa i Sprawiedliwości powołał pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza
Mowy wygłoszone, gratulacje rozdane, noc powyborcza dobiega końca. W telewizyjnym studio wyborczym, po godzinie 20. zapewniono nas o prawie 6% zwycięstwie Bronisława Komorowskiego. Kiedy jednak zaczęły nadchodzić kolejne dane z komisji wyborczych, to nad ranem na stronie Polskiej Agencji Prasowej pojawił się komunikat, że według informacji z ponad połowy obwodów wygrał Jarosław Kaczyński uzyskując 50,41% głosów!
W swym artykule „Zwycięstwo za wszelką cenę?” Zdzisław Krasnodębski („Rzeczpospolita”, 28.06.2010, s. A16-A17) przedstawił analizę współczesnej polskiej polityki w kontekście trwających wyborów prezydenckich.
Katastrofa Smoleńska wskazała Jarosława Kaczyńskiego jako naturalnego kandydata na przyszłego prezydenta i dla wielu było rzeczą oczywistą, że jeśli Jarosław nie popełni jakichś rażących błędów, które, ewentualnie, przekreślą jego szanse, to ma on najlepsze widoki, aby przejąć schedę po Lechu.
Tak też od razu rozgrywać zaczęły spraw
Jednym z postulatów podawanych na stronach JOW jest przywrócenie odpowiedzialności osób wybieranych wobec wyborców.
Jednakże wprowadzenie JOW nie spowoduje automatycznie skasowania artykułu 104 ust. 1 Konstytucji, który jasno stwierdza: "Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców."