Michał Tadeusz Falzmann, 18 lipca

Autor: Jerzy Przystawa
13.07.10 21:26

Panie! Jeżeli zamkniesz słuch narodu,

Na próżno człowiek swe głosy natęża:

Choćby miał siłę i odwagę męża,

Z niemiłowania umrze tak jak z głodu

 

Próżno na ręce rękawice kładnie

I jako szermierz wystąpi zapaśnie:

Lica mu wyschną i oko zagaśnie,

Sprzepaści się pierś i głos w nią zapadnie.

 

 

W najbliższą niedzielę, 18 lipca, minie 19 lat od śmierci Michała Falzmanna, który całą swoją energię, zapał, wiedzę i talent, wszystkie swoje młode siły zaangażował, aby zaalarmować Polaków o sprawie systematycznego i systemowego rabunku finansów Państwa Polskiego pod przykrywką Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. W książce „Via bank i FOZZ”, wydanej po Jego śmierci, napisaliśmy:

 

Jakaż to patetyczna sytuacja! Przestępcy, którzy narazili kraj na miliardy dolarów strat, niektórzy znani już z imienia, nazwiska i adresu, swobodnie chodzą po Warszawie, autorytety moralne i eksperci Wolnej Polski udają głuchych i niekompetentnych, a człowiek, który to wszystko odkrył i ujawnił, bezsilny, zawieszony w czynnościach służbowych, miota się po „korytarzach władzy” (UOP, Prokuratura, Kancelaria Prezydenta…), po „świątyniach mądrości” (biblioteki, eksperci) i w tym wielkim, 40-milionowym kraju, gdzie tylu uczonych, polityków, mężów stanu, autorytetów moralnych – nie może znaleźć żadnej pomocy, żadnego wsparcia. Jest tu wszystko naraz: i Kafka, i Mrożek, i tragedia antyczna!

 

Minęło 19 lat i o sprawie FOZZ wiemy niewiele więcej, niż wiedzieliśmy wtedy. Ludzie, których palcem wskazywał Falzmann, z mało znaczącymi wyjątkami, mają się dobrze, niektórzy nawet jeszcze lepiej. Wszystko, co odkrył i ujawnił Michał, pozostało w mocy. Przykrył je tylko kurz zapomnienia i niewiary.

 

Zapraszam wszystkich, którzy pamiętają, żeby przyszli w niedzielę, 18 lipca, na godzinę 17., zapalić wspólnie znicz na mogile Michała Tadeusza Falzmanna, na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Najlepsze wejście od IV Bramy, kwatera 113 w V rzędzie. Będzie też możliwość wpisania się do Księgi Pamiątkowej.

 

Nasz Wieszcz zostawił nam przecież nadzieję:

 

Ale komu ty twoje namaszczenie

Włożysz na czoło, ten bez żadnej pracy.

W powietrzu twoim jak powietrzni ptacy

Pływa, a święte karmią go płomienie

J. Słowacki: „Panie! Jeśli zamkniesz…”

Marek
2010-07-24 10:24
Czy, jak i kiedy można stworzyć alternatywną wobec PIS listę wyborczą do parlamentu? Wstęp I. Jeśli czytający te słowa liczy na to, że „samo zagrzmi i samo się błyśnie”, że zostanie poproszony o zajęcie pierwszego miejsca na liście jakiejś, mającej pewne wejście do parlamentu, partii, jeśli ktoś jest leniwy i nie chce mu się samemu działać, lecz liczy na to, że inni wykonają za niego „czarną robotę”, może nie czytać dalszej części tego tekstu. II. Powstanie alternatywnej listy wyborczej zakłada także ścisłą współpracę istniejących obecnie „kanapowych” partii, mających poparcie poniżej 2%, lecz nie na takich zasadach, że lider partii X będzie się upierał, by nowa formacja nosiła nazwę jego partii (do której jest już przyzwyczajony) – lub by Franek z partii X był pierwszy na liście wyborczej np. w Białymstoku (bo jest kolegą lidera tej partii), lub by współpracujące partie (tak jak to miało miejsce w przeszłości) „podzieliły się” miejscami na listach wyborczych według im tylko znanego klucza. III. Tworzymy zupełnie nową formację, z nową nazwą, z kandydatami do parlamentu nie z klucza partyjnego, lecz wg klucza autentycznej popularności i zaufania w lokalnych środowiskach. Istniejące partie „kanapowe” dysponują naprawdę niewielką liczbą tzw. nazwisk, które mogłyby przyciągnąć wyborców. Ich rola musi być więc bardziej techniczno-organizacyjna, a nie generująca jakiś monopol decyzyjny, gdyż są po prostu za słabe. IV. Kilku liderom obecnych partii „kanapowych” oraz wyrazistym postaciom, o których już dziś wiadomo, że cieszą się dużym poparciem, zaproponować należy swego rodzaju „monopol”, ale wyłącznie na ich terenie (np. Korwin-Mikke, Morawiecki czy Jurek etc. byliby liderami list oraz tworzyliby te listy tylko w swoich okręgach wyborczych. Prawda jest taka, iż grupy te tak naprawdę „dysponują” tylko jednym lub – góra - kilkoma osobami, które są rozpoznawalne i mają szanse na dobry wynik. Partyjki te nie mają najmniejszych szans, nie tylko na stworzenie silnych list w całej Polsce, ale nawet na znalezienie kilku kandydatów, którzy mogliby stać się skutecznymi liderami list w poszczególnych okręgach wyborczych. V. Jeśli któraś z partii lub jej lider, poproszeni przez nas o włączenie się do procesu budowania nowej formacji, będą zachowywali się tak, jak np. uczestnicy rozmów w Magdalence, należy natychmiast zrezygnować ze współpracy i zostawić taką partię lub jej lidera samych, by przez następne 20 lat startowali samodzielnie w wyborach i uzyskiwali 1-2% głosów. 1. Wcześniej czy później ktoś stworzy alternatywę polityczną do PIS (za tydzień, miesiąc czy rok) – choćby z tej prostej przyczyny, że PiS samodzielnie nie będzie mógł rządzić, a jedyny w tej chwili potencjalny koalicjant – PSL – jest (i będzie) za słaby, by stanowić dopełnienie do 50%. 2. Ponad 20-procentowy b. elektorat LPR i Samoobrony istnieje. Jedynie jego część głosuje teraz na PiS i to tylko dlatego, że nie ma alternatywy. 3. Tak więc są podstawy, by twierdzić, że nowa partia nie tylko powstanie, ale musi powstać – i co więcej – jeśli będzie wystarczająco radykalna (na tle POPIS) może liczyć nawet na 10-20-procentowe poparcie. 4. Nie będzie mogła natomiast liczyć na media oraz bogatych sponsorów. Czy więc bez medialnego nagłośnienia i bez „kasy” może pozyskać te – minimum 10 procent wyborców? Tak, jeśli konstrukcja list wyborczych będzie odbywała się w inny niż dotychczas sposób. 5. Jak bez kasy i mediów stworzyć listy wyborcze, które uzyskają – powiedzmy ok. 1 milion głosów, co gwarantuje wprowadzenie do Sejmu kilkudziesięciu posłów? 920 kandydatów musi być dobranych według zasad autentycznej, lokalnej i co najważniejsze – sprawdzonej już w ostatnich latach popularności. 6. Dobór kandydatów na listy wyborcze w 41 okręgach musi uwzględniać – oprócz oczywiście kryterium programowego - (nie mogą to być postkomuniści / liberałowie etc., co łatwo zweryfikować w środowiskach lokalnych) – lokalną popularność. By nie ryzykować werbunku ludzi, którzy osiągną słaby wynik ( a nam chodzi o 1 milion głosów), należy proponować start niezależnym, bezpartyjnym (teraz) osobom, które w ostatnich latach osiągnęły bardzo dobre wyniki – jako: a) niezależni kandydaci do Senatu, b) kandydaci do Sejmu, lecz z dalszych miejsc (gdy ktoś startując np. z 8 miejsca, uzyskał dobry wynik, to znaczy, że musi być naprawdę popularny, wyniku nie zawdzięcza pierwszemu miejscu na jakiejś liście partyjnej). c) kandydaci na prezydenta miasta, burmistrza, wójta – także ci, którzy przegrali, uzyskując w mieście / gminie np. 20-40% głosów, d) kandydaci do Sejmiku ( z dalszych miejsc na liście), do rady powiatu, a nawet do radu dużej gminy (np. miejskiej). e) dopiero w dalszej kolejności należy dobierać na listy ludzi nie sprawdzonych w „bojach” wyborczych. 7. By dobrze skonstruować listy z 920 kandydatami, należy wyselekcjonować przynajmniej 41 koordynatorów (co najmniej jeden na sejmowy okręg wyborczy), którzy są dobrzy organizacyjnie i mają możliwości pozyskiwania sponsorów choćby w ograniczonej liczbie. Każdy z tych 41 koordynatorów dobierze sobie kilku pomocników (po jednym w każdym powiecie). Jeśli któryś z koordynatorów (lub jego pomocników) nie będzie pracował efektywnie, należy go natychmiast zastąpić kimś innym. 8. Jest zadaniem możliwym do wykonania taki dobór kandydatów, by każdy z nich średnio uzyskał nieco ponad 1 tysiąc głosów, co dałoby w sumie 1 milion głosów na listę w skali kraju. 9. Po wprowadzeniu kilkudziesięciu posłów nowa lista może być partnerem koalicyjnym np. dla PiS-u i dyktować warunki, tak jak po 1991 roku robi to np. PSL. Nowa partia zastąpiłaby w tej funkcji PSL z tą tylko różnicą, iż dążyłaby naprawdę do realizacji swego programu. 10. Jaki program wyborczy? Eutanazją i podobnymi problemami zająć się należy wówczas, gdy w Polsce nie będzie już ludzi żyjących w nędzy. Najważniejsze w tym momencie (dla dużej liczby Polaków) trzy bloki programowe: a) zniwelowanie trzecioświatowych dysproporcji w standardzie życia, a więc znaczące zwiększenie dochodów ludzi najbiedniejszych (można podać mnóstwo sposobów, jak uzyskać na to pieniądze, np. likwidacja nikomu niepotrzebnych powiatów, agencji rządowych, ograniczenie liczby urzędników, posłów, likwidacja Senatu, obniżenie emerytur b. funkcjonariuszom PZPR i SB do minimum socjalnego etc), b) utworzenie naprawdę praworządnego państwa – wybór sędziów i prokuratorów okręgowych i rejonowych przez obywateli w drodze wyborów (jak np. w USA) , wprowadzenie odpowiedzialności dla sędziów za błędne wyroki, wprowadzenie zasady rotacji dla sędziów i prokuratorów. Prezydent RP, premier, ministrowie muszą odpowiadać także przed sądem powszechnym, a nie tylko przed Trybunałem Stanu, który w Polsce jest fikcją, likwidacja zasady przedawnienia w przypadku przestępstw korupcyjnych, wprowadzenie ordynacji większościowej etc. c) przeprowadzenie analizy zysków i strat, wynikających z naszego członkostwa w Unii Europejskiej – żądanie zmiany niekorzystnych dla nas zapisów Traktatu Lizbońskiego, ograniczenia roli Unii Europejskiej wyłącznie do wspólnego rynku (bez ograniczania suwerenności państwowej), wyliczenie strat poniesionych w wyniku działań wojennych Niemiec i żądanie (także przed międzynarodowymi instytucjami) adekwatnych odszkodować wojennych od RFN. Podjęte już zostały pierwsze kroki w celu utworzenia takiej listy wyborczej, o której tu mowa. W sobotę, 7 sierpnia, w Warszawie odbędzie się kolejne spotkanie w tej sprawie. Osoby, które chciałyby się włączyć w dalszy proces jej konstruowania proszone są o kontakt: dr.ciesielczyk@gmail.com - tel. + 48 601 255 849 Cobyright by Marek Ciesielczyk, 23 lipca 2010 dr.ciesielczyk@gmail.com tel. + 48 601 255 849
andrzej
2010-08-18 13:50
wreszcie trafiam w sieci na cos, co juz dlugo szukam i o co apeluje, na kazdym kroku. czy spotkania organizujecie tylko w warszawie? mieszkam na stale w niemczech, ale za tydzien wybieram sie do bielska-bialej. sam pochodze z warszawy i bede tam jesienia. czy posiadacie panstwo moze telefon stacjonarny , ktory dzialalby w rozsadnych godzinach? bede wdzieczny za odpowiedz z uszanowaniem andrzej krychowicz
Jerzy
2010-08-18 14:13
Inicjatywa dra Marka Ciesielczyka nie jest inicjatywą Ruchu JOW. Jeśli Pana interesuje kontakt z woJOWnikami w Warszawie, to chętnie wyślemy Panu informacje o kontakcie telefoniczno - elektronicznym. Można te dane uzyskać poprzez nasze Biuro Krajowe spes@spes.wroc.pl. Pozdrawiam, Jerzy Przystawa
Wiesław
2010-07-14 00:18
Dziwnym krajem jest Polska, a afera FOZZ i to, co się wokół niej dzieje, tylko to potwierdza. Jeśli jednak sięgniemy do historii, to się okaże, że to ciąg pewnego procesu. Od pewnego momentu naszych dziejów zaczyna się proces rozkładu państwa. Już w czasie wojen szwedzkich jeden z najpotężniejszych magnatów ówczesnej Europy- Radziwiłł, przedstawiciel włączonego 80 lat wcześniej Wielkiego Księstwa Litewskiego, wykonuje ruch, który obrazowo nazywa się nożem w plecy. Później następuje totalny paraliż sejmu poprzez stosowanie tzw. Liberum Veto. Coś, co w czasach przed unią z Litwą nie występowało. Ci wszyscy Potoccy, Radziwiłłowie, Sapiehowie, Braniccy - początkowo prawosławni - po przejściu na katolicyzm z czysto koniunkturalnych motywów, wszyscy oni pokazali swoje pazurki: interes rodowy, familijny ponad wszystko. To wniosło do unii nowe państwo. Proces przechodzenia na nową wiarę dotyczył nie tylko magnatów, ale i szlachty. W ten sposób przyjęła Polska nową grupę ludzi o zupełnie innej mentalności i spojrzeniu na sprawy państwa. Mówiąc wprost nasi przodkowie zaaplikowali sobie poważną dawkę trucizny, która może nie zabiła organizmu, ale na trwałe zanieczyściła go. O tym, że nasz kraj pozostał po tym unijnym eksperymencie podzielony pisał Józef Mackiewicz w swojej powieści "Nie trzeba głośno mówić". To właśnie w niej pokazał jak idea jagiellońska legła w gruzach w czasie II wojny światowej. Korona od początku była antyniemiecka, a Wielkie Księstwo Litewskie - antybolszewickie i proniemieckie. Z drugiej strony, od zachodu, osiedlali się u nas Niemcy i jak to jest z wielkimi narodami - nie poddającymi się jednoznacznej ocenie. Bo, z jednej strony, mamy obraz Niemca brutala, starającego podporządkować sobie Polaków, z drugiej - Niemca asymilującego się, który z czasem staje się większym patriotą niż niejeden Polak. Kleeberg to przecież nie polskie nazwisko, ale chyba nikt nie zaprzeczy, że generał był szczerym patriotą. Z pewnością takim patriotą był Michał Falzmann. A mamy i mieliśmy w ostatnim 20-leciu wielu Potockich i Radziwiłów na eksponowanych stanowiskach. Dziś nawet jeden z Potockich jest wiceministrem finansów. I co? I nic. Element wschodni dominował i dominuje w Polsce od wojen szwedzkich. Poprzez unię Rzeczpospolita stała się krajem wschodnim ze wszystkimi tego konsekwencjami, a więc i wszelkiego rodzaju aferami. Bo przecież skala FOZZ może być porównywalna tylko z tym co na wschód od nas. W żadnym chyba państwie Europy zachodniej coś takiego nie miało miejsca. Dziś Polska jest nadal krajem podzielonym, o czym przekonały ostatnie wybory prezydenta. Podział prawie dokładnie - pół na pół. I zawsze są jakieś ważne sprawy, jak choćby krzyż ustawiony przez harcerzy przed pałacem prezydenckim. A o aferze FOZZ nie trzeba głośno mówić.

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
CAPTCHA
To jest test chroniący przed spamem.
Image CAPTCHA
Wpisz znaki pokazane na obrazku.