Przeklęty artykuł 104

Portret użytkownika Piotr Skulski

Jednym z postulatów podawanych na stronach JOW jest przywrócenie odpowiedzialności osób wybieranych wobec wyborców. 
Jednakże wprowadzenie JOW nie spowoduje automatycznie skasowania artykułu 104 ust. 1 Konstytucji, który jasno stwierdza: "Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców."

W tej sytuacji nie można od posła z Górek Dolnych wymagać, żeby w imię interesów swoich wyborców przeciwstawiał się budowie w tychże Górkach Dolnych wysypiska śmieci dla Warszawy. I w ogóle cała idea sprzężenia zwrotnego bierze w łeb.

Skuteczność demokracji przedstawicielskiej, jako systemu mediowania i przetwarzania interesów lokalnych w konsens ogólnospołeczny, jest uzależniona przede wszystkim od działania tego właśnie sprzężenia zwrotnego. Jako wyborca, chcę mieć możliwość wyboru i nadzoru mojego przedstawiciela według kryterium jego skuteczności, jako mojego przedstawiciela właśnie. A to będzie niemożliwe, jesli warunkiem sprawowania przez niego mandatu będzie odcięcie się od moich potrzeb, wyrażanych w formie instrukcji. I wprowadzenie JOW, jako takie, sytuacji nie zmieni.

Natura nie znosi próżni, a więc w obecnej sytuacji, zamiast wyborców, informacje i sugestie obieralnym urzędnikom podsuwają inne zainteresowane strony - partyjni dysponenci list wyborczych (i tu sie kłania JOW), media, lobbyści, przeszli i przyszli fundatorzy kampanii wyborczych - cała szara strefa demokracji, działająca legalnie, ale niekoniecznie na korzyść tych, którzy oddali swoje głosy w dumnej nadziei współudziału w rządzeniu Ojczyzną.

Widzę sprawę wyklęcia artykułu 104 ust. 1 Konstytucji jako ważny, wręcz niezbędny dodatek do JOW i proponuję, aby włączyć go do oficjalnego zakresu kampanii. Jako bardziej "zdroworozsądkowy" może też być bardziej nośny propagandowo - jako że znacznie łatwiej jest wykazać w sposób prosty przydatność takiej kontroli ze strony wyborców, niż nieco bardziej ezoteryczną rolę JOW.

Ponieważ jedna i druga zmiana wymaga okreslonej procedury (zmiana Konstytucji), konieczna jest praca tyleż nad wyborcami, co i nad parlamentarzystami, którzy musieliby dobrowolnie ograniczyć obecną 'złotą wolność' swojego stanu. Droga do tego długa, ale zapewne do przejścia.

Jeśli Państwa opinie będą przychylne, z przyjemnością przedstawię swoje sugestie, co do sposobu, w jaki już można rozpocząć pracę u podstaw nad wzmocnieniem kontroli obywateli nad parlamentarzystami, traktując sprawy Art 104 i JOW jako cele etapowe do całkowitej przemiany systemu demokracji w Polsce.

Jerzy
2010-07-02 16:40
Po wprowadzeniu JOW art.104 staje się martwym przepisem, albowiem o przyznaniu mandatu decydować będą wyborcy i oni ocenią - na podstawie obserwacji i doświadczenia, a nie analizy konstytucji - czy kandydat wywiązywał się z swoich zobowiązań czy też. Nie będą chodzili do sądu, aby rozstrzygał tę sprawę w oparciu o zapisy prawa, ale to oni będą sędziami i dokonają osądu na podstawie stanu faktycznego.
Piotr
Warszawa
2010-07-05 11:19
Jeśli dobrze zrozumiałem, sugeruje Pan, że pożądanym stanem jest ignorowanie lub omijanie niewłaściwych zapisów w konstytucji, zamiast starań o ich zmianę? Wydaje mi się to niewłaściwe z trzech powodów: 1. Zmiana artykułu 104 jest - według mnie - łatwiejsza niż wprowadzenie JOW, a jednocześnie może silnie wspomóc ideę JOW. W stanie obecnym Ruch, nawet, jeśli silna grupa uczestników zamieszkuje w jednym okręgu wyborczym, nie może zobowiązać swojego parlamentarzysty np. do złożenia interpelacji w tej sprawie. Musiano by to uzasadnić na poziomie "dobra Narodu", a to jest dyskusja tak ogólnikowa, że nic z niej na razie nie wynikło. 2. Pana propozycja promuje i podtrzymuje dwójmyślenie. Z jednej strony chcemy egzekwować demokrację, do której warunkiem koniecznym są rządy prawa - i uznanie tego prawa (zwłaszcza na poziomie ustawy zasadniczej) za źródło norm. Z drugiej strony - zamiast chcieć zmienić zapis, który explicite blokuje osobistą odpowiedzialność parlamentarzysty, proponuje Pan zignorowanie go - bo przecież "będzie martwy". Uważam to za brak szacunku dla prawa, a więc sprzeczność z samą zasadą demokracji. A to się mści strasznie. 3. "Martwy przepis" jest martwy tak długo, dopóki ktoś go nie wykorzysta. Niech będą już JOW i niech wyborcy mają głos decydujący. I co? Wystarczy, że poseł Abacki wystąpi (i w dodatku się przyzna!) w Sejmie w imieniu/w interesie swoich wyborców, a nie w imieniu mitycznego Narodu. Albo podejmie jakiekolwiek działanie np. z Art. 14 Ustawy O WYKONYWANIU MANDATU POSŁA I SENATORA. Wtedy poseł Babacki - z konkurencyjnej partii zapewne, a może po prostu działający też, ale po cichu, w imieniu SWOICH wyborców - powoła się na Art. 104 Konstytucji i zarzuci koledze łamanie "martwego przepisu". Co dalej? Komisja Etyki, media, chryja na całego. Dalsza erozja zarówno szacunku do prawa, jak i prawa w ogóle. Oraz krytyka JOW, bo przecież to ich wprowadzenie wywołało ten skandal. No dobrze, to może niech się Abacki nie przyznaje? A, to proszę wrócić do punktu 2. niniejszego tekściku. Ukłony, Piotr Skulski
Jerzy
2010-07-05 18:57
Drogi Panie, Ruch JOW, który zainicjowaliśmy nie dlatego za swój cel postawił JOW w wyborach do Sejmu, że wszystko poza tym w konstytucji i prawie nam się podoba! Nie podoba nam się wiele rzeczy, między innymi art. 104, ale postanowiliśmy skoncentrować się na tym, co uważamy za najważniejsze. Pozdrawiam, JP
Piotr
Warszawa
2010-07-05 19:45
Wielce Szanowny Panie, Będę z życzliwością i zajęciem przyglądał się Państwa postępom. Z wyrazami najwyższego szacunku, Piotr Skulski
Jerzy
2010-07-05 21:55
Proszę wybaczyć, ale samo przyglądanie się to za mało. Wprowadzenie JOW jest w interesie prawie wszystkich Polaków - tych, w których interesie nie jest, jest po prostu garstka - ale jeśli ta większość absolutna będzie się życzliwie przyglądać, to ta znikoma Garstka nadal będzie z nami robić co zechce. Jak dotąd tak właśnie jest, więc ONI z nas śmieją się w kułak. Jedni opowiadają koszałki-opałki o tym, jakim to nieszczęściem byłby dla Polski brytyjski system wyborczy, drudzy zapewniają nas, jak to całym sercem są z nami, ale nic nie mogą, bo TAMCI są przeciw. A w razie czego zamieniają się miejscami i ideologią. I tak już ponad 20 lat. Może już wystarczy? Pozdrawiam, Jerzy Przystawa
Piotr
Warszawa
2010-07-05 22:49
No dobrze, to spróbuję mniej delikatnie wyłożyć moją opinię, skoro delikatnie nie trafiło. To, co Pan próbuje robić, to jest polityka. W polityce - zwłaszcza startując z tak marginalnym poparciem i niepopularnym pomysłem - zyskuje się wpływy, zyskując sojuszników. A sojuszników zyskuje się na przykład na zasadzie wzajemnego poparcia. W naszej konwersacji zaproponowałem, żeby "spiąć" z JOW inna 'marginalną' sprawę - zmianę artykułu 104. Dwie marginalne grupy interesów, działając razem, wywrzeć mogą już mniej marginalny wpływ. Pana reakcja jest negatywna. Liczy się JOW, a reszta populacji ma się po prostu przyłączyć - take it or leave it. Przy takim postawieniu sprawy, to ja wolę 'leave it' - ot, taki uraz z młodości w realsocu... Ale, że sprawa jest słuszna, choć rozgrywana bez politycznej głowy, to - jak obiecałem - będę się przyglądał z życzliwością. Kłaniam się z należnym szacunkiem i życzę spokojnych snów. Piotr Skulski
Jerzy
2010-07-06 07:09
Ja jestem fizykiem, a zajmuję się polityką. Na polityce, w przeciwieństwie do fizyki, wszyscy się znają, dlatego bez przerwy różni ludzie zarzucają mi,że akurat ja się na tym nie znam. Z takim zarzutem trudno się spierać i nie zgodzić. Więc nie podejmę próby polemizowania w tej sprawie także z Panem. Pomimo tego jest faktem, że Ruch JOW istnieje i działa od lat, a jak działa i co robi jest całkiem nieźle udokumentowane. A dowodem skuteczności naszego działania jest, m.inn., fakt, że zarówno premier obecnego rządu, jak i nowo wybrany prezydent, deklarują poparcie dla tej propozycji. Jest to sytuacja nowa. Tego jeszcze w przeszłości nie było i to jest fakt polityczny. Pan natomiast jest pierwszą osobą, która nas informuje o istnieniu jakiejś "marginalnej grupy interesu" - podobnej do "JOW" - która walczy o "art.104".I proponuje Pan połączenie naszych wysiłków. Otóż to nie jest dla mnie sytuacja nowa. Przez te wszystkie lata wielu ludzi i wielokrotnie apelowało do nas, żebyśmy "spinali" nasz postulat z innymi, równie ważnymi i doniosłymi. Odpowiedziałem Panu, ze ja jestem za usunięciem art.104, ale uważam, że wprowadzenie JOW niejako automatycznie likwiduje ten artykuł. Cóż jeszcze miałbym zrobić, żeby Pana zadowolić w tym "spinaniu"? Dziekuję za życzenia. Śpię spokojnie, aczkolwiek krótko. Pozdrawiam, Jerzy Przystawa
Piotr
Warszawa
2010-07-06 09:02
Dzień dobry. Zasadniczo, zrobił Pan wszystko, co mógł. Upewnił mnie Pan o skuteczności działania JOW, niezależnie od mojej osoby i pomysłów. Upewnił mnie Pan, że problem, który podniosłem, zostanie automatycznie rozwiązany przez JOW. W tej sytuacji mogę spokojnie zająć się innymi sprawami. Pozdrawiam z najwyższym szacunkiem. Piotr Skulski.
Jerzy
2010-07-07 06:53
Piotr Skulski, Drogi Panie, dziwne jest to, co Pan pisze i trudne do zrozumienia. Zgłosił się Pan na sojusznika i wysunął jeden pomysł. Odpowiedziałem Panu, z całym szacunkiem, co myślę o Pańskim pomyśle. Na to Pan pisze, że skoro pomysł do mnie nie trafił, to znaczy, że jego osoba i jego pomysły są zbędne i wycofuje się. To jest ciekawa postawa. Całkiem niedawno ktoś inny zaproponował mi, żeby Ruch JOW nazwać Ruchem im. Księdza Jerzego Popiełuszki. Pomysł mi sie nie spodobał. Pomysłodawca, podobnie jak Pan, postanowił się wycofać - skoro jego pomysły są niepotrzebne. Takich sytuacji mogę przytoczyć więcej. Osobliwie w czasie kampanii prezydenckiej pojawiło się wiele ciekawych pomysłów. Np.jedni się domagali, żeby Ruch poparł Morawieckiego, inni Jurka, inni Olechowskiego, a jeszcze więcej Komorowskiego i Kaczyńskiego. Jeszcze do mnie nie napisali, że się wycofują skoro ich pomysły nie zostały chętnie przyjęte. Cierpliwie czekam. Pozdrawiam, Jerzy Przystawa
albert/
2010-07-06 10:26
Obecny pan premier i prezydent już pokazali jaki mają stosunek do JOW ,do obcietnic wyborców,głosów referendalnych i czy ponownie można im wierzyć?PO nigdy nie będzie zainteresowana zmianą status quo,stała się teraz monopartią.Lwa chcemy ponownie nauczyć jeść ogórki? Na marginesie tej dyskusji i poprzedniej dotyczącej wyborów prezydenckich mam wrażenie,że wszystko co wybiega po za JOW jest krytykowane i jest "nakreślana " jedynie słuszna droga.Z doświadczenia życia w komunie wiem,że każde nawet najbardziej marginalne działanie w różnych płaszczyznach miało sens i swoją wymowę.Łączyło ludzi,spajało różne środowiska.Realizowano różne pomysły i mimo wszystko ,idąc innymi drogami,jednak szło się ramię w ramię do celu. Pozdrawiam
Jerzy
2010-07-07 08:00
Albert Drogi Panie, Pan Premier i Pan Prezydent to politycy, którzy bronią swego stanu posiadania. Zapewne Pan ma rację, że nie mówią nam prawdy i swoją niechęć do JOW manifestują głosząc poparcie dla tej sprawy. Podobnie jak np. Jarosław Kaczyński, który maskuje swoje sympatie głosząc, ze JOW to zło. Trudno się w tym połapać. Ale my (ja) z zasady nie wierzymy politykom.Nie wiadomo, czy Premier i Prezydent głosząc poparcie dla JOW POMAGAJĄ we wprowadzeniu JOW, czy PRZESZKADZAJĄ? Zdania na ten temat są podzielone. Moim zdaniem trochę pomagają, a trochę przeszkadzają. Może jednak bardziej pomagają, gdyż temat przestaje być TABU i staje się tematem dozwolonej dyskusji obywatelskiej. Dla wielu ludzi to jest ważne, ponieważ wielu jest takich,którzy boją się publicznie wypowiedzieć własne zdanie. Kiedy robiliśmy ostatni Marsz na Warszawę, wtedy przyjął nas szef Kancelarii Prezydenta i dawał nam do zrozumienia, że on jest sercem po naszej stronie, ale jego Szef jest przeciw i on nic nie może na to poradzić. Mam nadzieję, że kiedy przeprowadzimy tegoroczny Marsz na Warszawę i zostaniemy przyjęci w Pałacu Prezydenckim, to nowy szef Kancelarii już nie będzie mógł nic podobnego powiedzieć. A kto wie: może i sam Pan Prezydent pofatyguje się do nas z ciepłymi wyrazami poparcia? Pozdrawiam, JP
Jerzy
2010-07-06 22:20
Drodzy Panowie, jeśli posłuchacie lub przeczytacie postulaty polityków i partii politycznych, postulaty kandydatów na prezydentów itp itd, to zauważycie, że oni wszyscy mają coś miłego do zaproponowania każdemu. Dzięki tej słusznej taktyce zawsze są w stanie pokazać dlaczego nie zrealizowali jakiejś obietnicy, bo przecież każdy rozumie, że wszystkiego się nie da. Otóz Ruch JOW taki nie jest, ani ja nie jestem takim politykiem. Nie proponujemy wszystkiego i dla każdego coś miłego. Nasz program jest konkretny i jasno sformułowany. I chcemy go zrealizować. Zasada dobrej roboty polega na tym, żeby -kiedy się ma dobrze określony cel - iść do niego najmniejszym wysiłkiem i najprostszą drogą. I tak staramy się działać. Nie bardzo rozumiem na czym mianowicie ma polegać to realizowanie "różnych pomysłów ramię w ramię do celu?" I ten przykład z życia w komunie zupełnie do mnie nie trafia. Ja przeżyłem cała komunę i jakoś tej spójni różnych działań wcale nie dostrzegłem. Przeciwnie, kiedy pojawiła się szansa na wyjście z komuny okazaliśmy się jak pijane dzieci we mgle. I dlatego, chociaż komuna już 20 lat temu odprawiła uroczyście swój pogrzeb, nadal nie potrafimy się uporać z jej spuścizną. Sprawa JOW jest tego najlepszym przykładem. Ale mam w zapasie jeszcze kilka, gdyby ten jeden nie wystarczył. Pozdrawiam, JP
albert/
2010-07-07 15:55
Panie Profesorze Celem jest naprawa Rzeczpospolitej w prawie każdej dziedzinie. Mamy oszukańczy system wyborczy,trwający układ okrągłego stołu,skorumpowany i niemalże psychopatyczny wymiar sprawiedliwości,politycznie dyspozycyjne media,antypolskie gazety,nierozliczoną przeszłość,grabież majątku narodowego,"rozmydlane afery ",i wiele innych spraw............. W tym stanie rzeczy realizowanie różnych pomysłów ma taki sam cel:naprawa Rzeczpospolitej lub powiem dosadniej,odzyskanie wolności tej sprzeniewierzonej w 1989 roku. Nie chodziło mi o to,żeby Ruch JOW afirmował lub angażował się w inne sprawy,chodziło mi bardziej żeby nie krytykował i nie deprecjonował wysiłku innych,ponieważ oni mają taki sam cel i popierają również JOW a działania jakie podejmują mogą być mniej lub bardziej skuteczne,jednostkowe,wielkie lub małe. Tak właśnie jak w komunie jedni pisali,inni drukowali,kolportowali,malowali na murach,chodzili do kościoła na mszę za ojczyznę,organizowali w domach przedstawienia teatralne. Byli też tacy,którzy wysadzali w powietrze aule wykładowe,strajkowali,sabotowali. Byli również Ci,którzy dokonywali czynów niepojętych np.samospalenie. Jednak wszyscy robili to w ściśle określonym celu i w tym moim sformułowaniu szli ramię w ramię. Wysiłek tych ludzi był gatunkowo różny ale wtedy krytycznie oceniany był tylko negatywnie przez” panujących”. I z perspektywy czasu ,nawet teraz nie sposób jednoznacznie ocenić,które metody działania przyniosły największy efekt i pożytek .Pozdrawiam
Jerzy
2010-07-07 17:01
Albert Drogi Panie, wszystko się zgadza i wszystko prawda z wyjątkiem... Kiedy prowadzi się wojnę, a wróg jest silny i podstępny, a my jesteśmy słabi i niezorganizowani, wtedy powstaje naturalny wymóg koncentracji sił i środków tam,gdzie przeciwnik jest najsłabszy i gdzie jest jego słabe miejsce. W takiej sytuacji rozpraszanie środków i atakowanie wszystkiego ma nie wielkie szanse powodzenia. Myśmy dokonali analizy i oceniliśmy, że ordynacja wyborcza to jest właściwe miejsce ataku i daje największe szanse powodzenia. Dlatego przeciwstawiamy się walce na wszystkich frontach i rozpraszaniu naszych skromnych sił na wszystkich kierunkach. Takie rozpraszanie sił i środków jest obiektywnie szkodliwe,gdyż nie tylko te skromne środki zostają zmarnowane, ale przede wszystkim każda porażka pogłębia kompleks Polaków, którym wszystkie potęgi tego świata wmawiają, że są ludźmi pośledniego gatunku i sami nic nie potrafią zrobić ani niczego dokonać. Oczywiście, przekonywanie innych jest rzeczą trudną, bo nastąpił totalny upadek wszelkich autorytetów i nikt nikomu nie wierzy i do nikogo nie ma zaufania. Wielu uczciwych Polaków bezsensu wydaje swoje i niemałe pieniądze, na akcje i sprawy,które naprawdę nie mogą czegokolwiek zmienić. Mogliby je wydać z większym pożytkiem na coś, co ma ręce i nogi. Ale jak tu kogo przekonać, skoro każdy wie swoje i wie najlepiej? Pozdrawiam, JP
albert/
2010-07-07 20:19
Panie Profesorze Zastanawiałem się nad tym co Pan napisał i w mojej analizie pewnie popełniłem błąd,do czego się przyznaje. Zdarzenia,osoby,oceniam emocjonalnie w innym czasie z innym społeczeństwem w zupełnie innych warunkach. Bardziej jednoznacznych . „Rozproszenie oddziałów” i brak koncentracji niestety też przerabialiśmy i to się kiepsko skończyło... Dobrze ,że Ruch JOW ma taki autorytet jak Pan .Dlaczego? Dlatego,że nie zejdzie na manowce,nie uwikła się w bezowocne działania. Pozdrawiam i życzę Wszystkiego Najlepszego

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
CAPTCHA
To jest test chroniący przed spamem.
Image CAPTCHA
Wpisz znaki pokazane na obrazku.